Porównanie cen
Słowa, które budują. O codziennej komunikacji z dzieckiem
Producent: Impuls | ID: 79918108
35,34 PLN
Oferta sklepu
ID79918108
MarkaImpuls
DostępnośćTak
Stan-
Cena35,34 PLN
Cena promocyjna35,34 PLN
Typ produktuPrzedszkolaki
Kolor-
Wzór-
Grupa wiekowa-
MPN-
GTIN-
Autorka chce, by książka ta ukazała wychowanie jako fascynujący proces odkrywania dziecka i siebie jako rodzica lub jako dorosłego w relacji z dzieckiem.
Celem nie jest zwycięstwo którejś ze stron, bo nie o wygraną tu chodzi.
Nie ma tutaj miejsca na manipulację, karanie i pokazywanie, gdzie jest czyjeś miejsce.
Wychowanie to proces słuchania siebie nawzajem, mówienia o swoich potrzebach i wątpliwościach.
Oczywiste jest zatem, że nie da się wprowadzić szybkich rozwiązań, na wszystko potrzeba czasu.
Książka łączy w sobie głęboką wrażliwość psychologiczną z niezwykle przystępnym, klarownym językiem, który sprawia, że zawarta w niej wiedza jest dostępna dla każdego rodzica i opiekuna, pomaga także w burzeniu murów i w budowaniu mostów pomiędzy pokoleniami.
Marta Koźlak oddaje w ręce rodziców pakiet rozwiązań gotowych do wdrożenia w codziennej komunikacji z dzieckiem.To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce budować z dzieckiem bezpieczną więź opartą na zaufaniu.
Marta Koźlak udowadnia, że zmiana języka, jakiego używamy wobec najmłodszych, ma moc odmieniania ich świata i pozwala na przygotowanie ich do bycia silnymi, samoświadomymi dorosłymi.
To książka napisana sercem, ale oparta na solidnych fundamentach psychologicznych, która zamiast wywoływać wyrzuty sumienia, daje inspirację i realną pomoc.Słowa, które budują.
O codziennej komunikacji z dzieckiem to książka, która pomaga w burzeniu murów i w budowaniu mostów pomiędzy pokoleniami.
[...] Marta Koźlak oddaje w ręce rodziców pakiet rozwiązań gotowych do wdrożenia w codziennej komunikacji z dzieckiem.
[...].
Uwielbiam jej słownik komunikacji opartej na szacunku, empatii i wierze w młodego człowieka.
Komunikacji pozwalającej na sprawczość, na doświadczanie, na stanowienie o sobie, z jednoczesnym uwzględnieniem granic innych osób.
Mam takie poczucie, że autorka nie przechwala się w tej książce własną wiedzą, nie stawia się w roli wszechwiedzącej ekspertki, jest po prostu rodzicem.– Z recenzji mgr Anety GrabowskiejKsiążka łączy w sobie głęboką wrażliwość psychologiczną z niezwykle przystępnym, klarownym językiem, który sprawia, że zawarta w niej wiedza jest dostępna dla każdego rodzica i opiekuna.
[...]Marta Koźlak proponuje nowoczesne spojrzenie na rodzicielstwo, oparte na szacunku, empatii i bezwarunkowej miłości, rezygnując przy tym z tradycyjnych metod opartych na karach, nagrodach czy manipulacji.
[...]To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce budować z dzieckiem bezpieczną więź opartą na zaufaniu.
Marta Koźlak udowadnia, że zmiana języka, jakiego używamy wobec najmłodszych, ma moc odmieniania ich świata i pozwala na przygotowanie ich do bycia silnymi, samoświadomymi dorosłymi.
To książka napisana sercem, ale oparta na solidnych fundamentach psychologicznych, która zamiast wywoływać wyrzuty sumienia, daje inspirację i realną pomoc.– Z recenzji dr Sylwii Gwiazdowskiej-StańczakWstępWychowanie jest trudną sztuką, której w dodatku nie uczą nas w szkołach.
Zostajemy rodzicami, wujkami, ciociami bez wcześniejszego przygotowania.
W relacji z dziećmi zazwyczaj odwołujemy się do tego, co znamy z własnego doświadczenia albo z obserwacji.
Wiedzę o rozwoju dzieci oraz ich zachowaniu niejednokrotnie czerpiemy z opowieści innych.
I później na tej podstawie kształtujemy swoje podejście do rodzicielstwa i wychowywania dzieci.
Idealnie byłoby, gdyby każdy miał okazję świadomie przemyśleć, w jaki sposób chce budować relacje z dzieckiem, na czym najbardziej mu zależy, czym chce się kierować w swojej rodzicielskiej podróży.Niektórzy nadal postrzegają dawne metody wychowawcze jako skuteczne.
Warto jednak spojrzeć na nie w szerszym kontekście i zauważyć, że część stosowanych wtedy praktyk, takich jak sięganie po przemoc, większy dystans emocjonalny rodzica czy nacisk na bezwzględne posłuszeństwo, nie sprzyjało odpowiedniemu rozwojowi dziecka.
Dziś wiemy więcej o potrzebach dzieci i ich rozwoju, dlatego zwracamy uwagę na znaczenie budowania relacji opartej na szacunku, bliskości i wzajemnym zrozumieniu, wspierającej dziecko w rozwijaniu jego podmiotowości.
Wciąż jednak zbyt rzadko się o tym mówi, a postulowany w tej książce punkt widzenia nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem i akceptacją.
To, co nowe, często budzi wątpliwości i obawy.
Tymczasem trzeba dostrzec wartość nowego spojrzenia na wychowanie oraz zrewidować swoje dotychczasowe poglądy i doświadczenia w tym zakresie.
Książka ta jest zaproszeniem do takiego rozumienia rodzicielstwa, w którym dziecko traktowane jest z szacunkiem i obdarzane bezwarunkową miłością.
Może stanowić inspirację oraz wprowadzenie do innego podejścia do wychowania.
To refleksja o słowach, które niejednokrotnie kierujemy do dzieci, nie uświadamiając sobie, jaki kształtujący wpływ mogą mieć na młodego człowieka.
O słowach, które nie dodają skrzydeł, za to stanowią ciężar i blokadę spontanicznego rozwoju.
Często mówimy: „grzeczny”, „lepszy”, „miły”, rozmaicie te słowa definiując.
Zdaję sobie sprawę, że są one mocno utrwalone w języku naszego społeczeństwa i nawet się nie zastanawiamy nad tym, że mogą szkodzić.
Moim celem nie jest demonizowanie tych słów czy wywoływanie wyrzutów sumienia, gdy ich użyjemy.
Zależy mi jedynie na tym, żebyśmy spróbowali spojrzeć na nie na nowo i dzięki zmianie naszego języka odmienili sposób myślenia o dzieciach i ich wychowaniu.Dorośli czasem kierują do dzieci określenia jednoznacznie pejoratywne, obraźliwe, a nawet wulgarne, uciekają się do szantażu, wyzwisk, poniżania czy straszenia.
Słowa są wówczas formą przemocy, w dodatku jedną z najgorszych, bo to „przemoc w białych rękawiczkach”, która nie powoduje ran na ciele, niemniej zostawia trwałe, głębokie ślady w psychice dziecka i ma wpływ na całe jego życie.
Słowa mają ogromną moc – mogą być bronią wymierzoną w dziecko, mogą ranić i krzywdzić, gdy siłą staramy się wymusić jego posłuszeństwo wobec dorosłych, ale mogą też wzmacniać jego poczucie własnej wartości oraz wspierać je w trudnych momentach.
Bądźmy świadomi konsekwencji, jakie mogą mieć słowa kierowane do naszych dzieci, oraz tego, że niewłaściwie dobrane mogą stanowić formę przemocy.
Niech nasz język wyraża miłość, szacunek i empatię.Niestety nadal utrwala się negatywny obraz dzieci w społeczeństwie.
Mówi się o nich, używając negatywnych i obraźliwych określeń, niesłusznie przypisuje się im wiele niewłaściwych czy niepożądanych cech.
Taka postawa jest dążeniem do tego, by dzieci zniknęły z przestrzeni publicznej.
Coraz mniej jest placów zabaw, bo hałas zakłóca spokój mieszkańcom okolicznych bloków.
Pojawiają się restauracje zakazujące wejścia dzieciom poniżej określonego wieku.
Nawet rysowanie kredą po chodnikach uznawane jest za akt wandalizmu.
Dzieciom zarzuca się, że źle się zachowują, a zachowują się po prostu jak dzieci.
Nie mają złych intencji, nie manipulują, nie chcą przeszkadzać w odpoczynku – chcą się bawić, śmiać i odkrywać świat.
Ważne, żeby to dorośli spróbowali zmienić perspektywę.
Dzieci po prostu są dziećmi.
Uczmy je funkcjonowania w społeczeństwie, z poszanowaniem ich potrzeb i potrzeb innych osób, bez etykietowania i karania za to, że są dziećmi i zachowują się adekwatnie do swojego wieku.
Niech nasze oczekiwania odnośnie do zachowania młodych ludzi uwzględniają ich możliwości.
Niech dzieci mają szansę rozwinąć kompetencje społeczne, zadawać pytania, kwestionować coś, wyrażać swoje zdanie, nie zgadzać się.Zapewne nierzadko boimy się oceny i komentarzy na temat tego, jak wychowujemy własne dzieci.
Warto jednak mieć świadomość, że zawsze jesteśmy oceniani, niezależnie od tego, co zrobimy, jak na dane zachowanie dziecka zareagujemy.
Dla nas, rodziców, troska o własne dobro i dobro dziecka powinna być najważniejsza, oczywiście przy jednoczesnym zachowaniu szacunku wobec innych oraz poszanowaniu ich granic.
Zaufajmy własnym decyzjom.
Pamiętajmy, że nie musimy wszystkiego wiedzieć.
Wychowanie to ciągłe szukanie odpowiedzi na rozmaite pytania: dlaczego dziecko tak się zachowało?
Co może mu pomóc?
Co może pomóc mnie, żebym reagowała inaczej?
Co ważne – nie trzeba znać odpowiedzi na te pytania natychmiast.
Gdy nachodzą nas wątpliwości, wspierająca może okazać się rozmowa z kimś, kto wysłucha.Chcę, by książka ta ukazała wychowanie jako fascynujący proces odkrywania dziecka i siebie jako rodzica lub jako dorosłego w relacji z dzieckiem.
Celem nie jest zwycięstwo którejś ze stron, bo nie o wygraną tu chodzi.
Nie ma tutaj miejsca na manipulację, karanie i pokazywanie, gdzie jest czyjeś miejsce.
Wychowanie to proces słuchania siebie nawzajem, mówienia o swoich potrzebach i wątpliwościach.
Oczywiste jest zatem, że nie da się wprowadzić szybkich rozwiązań, na wszystko potrzeba czasu.Chciałabym podkreślić, że koncepcja, którą pragnę przybliżyć, nie ma nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem, z wychowaniem bez zasad.
Z tym, że dziecko wszystko może, a rodzic nie ma nic do powiedzenia.
Jednocześnie jest całkowitym zanegowaniem wychowania poprzez klapsy, krzyk czy kary.
Te zachowania dają dorosłemu iluzję kontroli i poczucie, że panuje nad sytuacją.
Zareagował, nie podszedł do sprawy obojętnie, gołym okiem widać, że coś robi, że wychowuje, nie pozwala sobie wejść na głowę – takie reakcje dorosłego są...
dla dorosłego.
Dziecko nie wynosi z nich dużo, a jeśli nawet, to niekoniecznie to, co byśmy chcieli.Wychowanie w szacunku do dziecka jest mniej spektakularne, ciche, czasem niedostrzegalne z boku.
Dlatego niekiedy możemy usłyszeć, że nic nie robimy i pozwalamy dziecku na wszystko.
Nie ma to jednak nic wspólnego z prawdą, bo jako rodzice reagujemy: obecnością, gdy dziecko przeżywa złość czy smutek; zatrzymaniem jakiegoś zachowania stanowczym komunikatem, ale bez zbędnego moralizowania; spokojnym opisaniem tego, co się wydarzyło, co chcemy, by dziecko zrobiło.
Ale skupiamy się w tym wszystkim na działaniu, a nie krytykowaniu.
Czas i obecność to najlepsze, co możemy dać dziecku w trudnej sytuacji.Spotykam się z opiniami, że takie podejście jest szkodliwe, bo nie przygotowuje dziecka do „prawdziwego życia”, a potem młody człowiek zderzy się z przykrą rzeczywistością.
Doświadczając trudnych sytuacji, wcale nie stajemy się bardziej zahartowani, zwłaszcza dotyczy to małego dziecka, które nie ma wewnętrznej siły, by im stawić czoła.
Jeśli pamiętamy o granicach swoich i dziecka, to nie da się kochać za bardzo czy też obdarzać miłością, która krzywdzi i rozpieszcza.
Nie można zaszkodzić dziecku szczęśliwym dzieciństwem.
Nie da się przygotować kogoś na dorosłość przez narażanie na trudne sytuacje.
To wcale nie sprawi, że będzie mu łatwiej.
Przemoc fizyczna i psychiczna wyrządza realną krzywdę dziecku, i to na całe życie.Rodzicielstwo jest podróżą, w czasie której doświadczamy momentów zachwytu, ale i gubimy się, zbaczając z trasy.
Czujemy radość, lecz także mamy chwile zwątpienia, zmęczenia, smutku czy złości.
Cieszymy się, że wybraliśmy się na tę wyprawę, ale są też sytuacje, które powodują, że chcielibyśmy zawrócić.
Dlatego tak ważne jest to, by zaopiekować się również swoimi emocjami – to konieczne, jeśli chcemy być wsparciem dla rozwijającego się młodego człowieka.
Każdy rozdział tej książki rozpoczyna się krótkim opowiadaniem.
Nie są to opowieści o konkretnym dziecku, choć wielu mogłoby się w nich odnaleźć.
Mają one skłonić do refleksji na temat tego, co tak naprawdę chcemy mówić naszym dzieciom, czego mają się od nas nauczyć.
Moim zamierzeniem było, aby te krótkie historie pomogły w uświadomieniu sobie znaczenia słów kierowanych do dzieci i tego, jakie mogą wywołać skutki.
Czy naszymi komunikatami pomagamy dziecku zrozumieć świat i siebie samych, czy wpajamy im fałszywe przekonania i przyklejamy im krzywdzące etykiety?
Czy nasze słowa pomagają wychować samoświadomych i silnych dorosłych?
Czy mają na celu karcić i trzymać na wodzy dziecięcy temperament?Ostatnią część książki stanowią przykłady alternatywnych, wspierających komunikatów, które możemy kierować do dziecka.
Potraktujmy tę cześć jako słownik, który „tłumaczy” określenia o negatywnym zabarwieniu – „grzeczny”, „maminsynek”, „niemiły” – na język pozytywny, empatyczny, pełen szacunku.
O AutorceAutorka książek dla dzieci, pisząca również z myślą o rodzicach.
W swojej twórczości czerpie z wiedzy psychologicznej, pedagogicznej oraz wieloletniego doświadczenia w pracy z dziećmi.
Pokazuje, jak wielką moc mają słowa kierowane do najmłodszych i jak wpływają na kształtowanie sposobu, w jaki dzieci zaczynają postrzegać siebie i otaczający je świat.
Prywatnie mama dwóch synów, zakochana w przyrodzie i rodzinnych wędrówkach.
Marta Koźlak proponuje nowoczesne spojrzenie na rodzicielstwo, oparte na szacunku, empatii i bezwarunkowej miłości, rezygnując przy tym z tradycyjnych metod opartych na karach, nagrodach czy manipulacji.
Celem nie jest zwycięstwo którejś ze stron, bo nie o wygraną tu chodzi.
Nie ma tutaj miejsca na manipulację, karanie i pokazywanie, gdzie jest czyjeś miejsce.
Wychowanie to proces słuchania siebie nawzajem, mówienia o swoich potrzebach i wątpliwościach.
Oczywiste jest zatem, że nie da się wprowadzić szybkich rozwiązań, na wszystko potrzeba czasu.
Książka łączy w sobie głęboką wrażliwość psychologiczną z niezwykle przystępnym, klarownym językiem, który sprawia, że zawarta w niej wiedza jest dostępna dla każdego rodzica i opiekuna, pomaga także w burzeniu murów i w budowaniu mostów pomiędzy pokoleniami.
Marta Koźlak oddaje w ręce rodziców pakiet rozwiązań gotowych do wdrożenia w codziennej komunikacji z dzieckiem.To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce budować z dzieckiem bezpieczną więź opartą na zaufaniu.
Marta Koźlak udowadnia, że zmiana języka, jakiego używamy wobec najmłodszych, ma moc odmieniania ich świata i pozwala na przygotowanie ich do bycia silnymi, samoświadomymi dorosłymi.
To książka napisana sercem, ale oparta na solidnych fundamentach psychologicznych, która zamiast wywoływać wyrzuty sumienia, daje inspirację i realną pomoc.Słowa, które budują.
O codziennej komunikacji z dzieckiem to książka, która pomaga w burzeniu murów i w budowaniu mostów pomiędzy pokoleniami.
[...] Marta Koźlak oddaje w ręce rodziców pakiet rozwiązań gotowych do wdrożenia w codziennej komunikacji z dzieckiem.
[...].
Uwielbiam jej słownik komunikacji opartej na szacunku, empatii i wierze w młodego człowieka.
Komunikacji pozwalającej na sprawczość, na doświadczanie, na stanowienie o sobie, z jednoczesnym uwzględnieniem granic innych osób.
Mam takie poczucie, że autorka nie przechwala się w tej książce własną wiedzą, nie stawia się w roli wszechwiedzącej ekspertki, jest po prostu rodzicem.– Z recenzji mgr Anety GrabowskiejKsiążka łączy w sobie głęboką wrażliwość psychologiczną z niezwykle przystępnym, klarownym językiem, który sprawia, że zawarta w niej wiedza jest dostępna dla każdego rodzica i opiekuna.
[...]Marta Koźlak proponuje nowoczesne spojrzenie na rodzicielstwo, oparte na szacunku, empatii i bezwarunkowej miłości, rezygnując przy tym z tradycyjnych metod opartych na karach, nagrodach czy manipulacji.
[...]To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce budować z dzieckiem bezpieczną więź opartą na zaufaniu.
Marta Koźlak udowadnia, że zmiana języka, jakiego używamy wobec najmłodszych, ma moc odmieniania ich świata i pozwala na przygotowanie ich do bycia silnymi, samoświadomymi dorosłymi.
To książka napisana sercem, ale oparta na solidnych fundamentach psychologicznych, która zamiast wywoływać wyrzuty sumienia, daje inspirację i realną pomoc.– Z recenzji dr Sylwii Gwiazdowskiej-StańczakWstępWychowanie jest trudną sztuką, której w dodatku nie uczą nas w szkołach.
Zostajemy rodzicami, wujkami, ciociami bez wcześniejszego przygotowania.
W relacji z dziećmi zazwyczaj odwołujemy się do tego, co znamy z własnego doświadczenia albo z obserwacji.
Wiedzę o rozwoju dzieci oraz ich zachowaniu niejednokrotnie czerpiemy z opowieści innych.
I później na tej podstawie kształtujemy swoje podejście do rodzicielstwa i wychowywania dzieci.
Idealnie byłoby, gdyby każdy miał okazję świadomie przemyśleć, w jaki sposób chce budować relacje z dzieckiem, na czym najbardziej mu zależy, czym chce się kierować w swojej rodzicielskiej podróży.Niektórzy nadal postrzegają dawne metody wychowawcze jako skuteczne.
Warto jednak spojrzeć na nie w szerszym kontekście i zauważyć, że część stosowanych wtedy praktyk, takich jak sięganie po przemoc, większy dystans emocjonalny rodzica czy nacisk na bezwzględne posłuszeństwo, nie sprzyjało odpowiedniemu rozwojowi dziecka.
Dziś wiemy więcej o potrzebach dzieci i ich rozwoju, dlatego zwracamy uwagę na znaczenie budowania relacji opartej na szacunku, bliskości i wzajemnym zrozumieniu, wspierającej dziecko w rozwijaniu jego podmiotowości.
Wciąż jednak zbyt rzadko się o tym mówi, a postulowany w tej książce punkt widzenia nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem i akceptacją.
To, co nowe, często budzi wątpliwości i obawy.
Tymczasem trzeba dostrzec wartość nowego spojrzenia na wychowanie oraz zrewidować swoje dotychczasowe poglądy i doświadczenia w tym zakresie.
Książka ta jest zaproszeniem do takiego rozumienia rodzicielstwa, w którym dziecko traktowane jest z szacunkiem i obdarzane bezwarunkową miłością.
Może stanowić inspirację oraz wprowadzenie do innego podejścia do wychowania.
To refleksja o słowach, które niejednokrotnie kierujemy do dzieci, nie uświadamiając sobie, jaki kształtujący wpływ mogą mieć na młodego człowieka.
O słowach, które nie dodają skrzydeł, za to stanowią ciężar i blokadę spontanicznego rozwoju.
Często mówimy: „grzeczny”, „lepszy”, „miły”, rozmaicie te słowa definiując.
Zdaję sobie sprawę, że są one mocno utrwalone w języku naszego społeczeństwa i nawet się nie zastanawiamy nad tym, że mogą szkodzić.
Moim celem nie jest demonizowanie tych słów czy wywoływanie wyrzutów sumienia, gdy ich użyjemy.
Zależy mi jedynie na tym, żebyśmy spróbowali spojrzeć na nie na nowo i dzięki zmianie naszego języka odmienili sposób myślenia o dzieciach i ich wychowaniu.Dorośli czasem kierują do dzieci określenia jednoznacznie pejoratywne, obraźliwe, a nawet wulgarne, uciekają się do szantażu, wyzwisk, poniżania czy straszenia.
Słowa są wówczas formą przemocy, w dodatku jedną z najgorszych, bo to „przemoc w białych rękawiczkach”, która nie powoduje ran na ciele, niemniej zostawia trwałe, głębokie ślady w psychice dziecka i ma wpływ na całe jego życie.
Słowa mają ogromną moc – mogą być bronią wymierzoną w dziecko, mogą ranić i krzywdzić, gdy siłą staramy się wymusić jego posłuszeństwo wobec dorosłych, ale mogą też wzmacniać jego poczucie własnej wartości oraz wspierać je w trudnych momentach.
Bądźmy świadomi konsekwencji, jakie mogą mieć słowa kierowane do naszych dzieci, oraz tego, że niewłaściwie dobrane mogą stanowić formę przemocy.
Niech nasz język wyraża miłość, szacunek i empatię.Niestety nadal utrwala się negatywny obraz dzieci w społeczeństwie.
Mówi się o nich, używając negatywnych i obraźliwych określeń, niesłusznie przypisuje się im wiele niewłaściwych czy niepożądanych cech.
Taka postawa jest dążeniem do tego, by dzieci zniknęły z przestrzeni publicznej.
Coraz mniej jest placów zabaw, bo hałas zakłóca spokój mieszkańcom okolicznych bloków.
Pojawiają się restauracje zakazujące wejścia dzieciom poniżej określonego wieku.
Nawet rysowanie kredą po chodnikach uznawane jest za akt wandalizmu.
Dzieciom zarzuca się, że źle się zachowują, a zachowują się po prostu jak dzieci.
Nie mają złych intencji, nie manipulują, nie chcą przeszkadzać w odpoczynku – chcą się bawić, śmiać i odkrywać świat.
Ważne, żeby to dorośli spróbowali zmienić perspektywę.
Dzieci po prostu są dziećmi.
Uczmy je funkcjonowania w społeczeństwie, z poszanowaniem ich potrzeb i potrzeb innych osób, bez etykietowania i karania za to, że są dziećmi i zachowują się adekwatnie do swojego wieku.
Niech nasze oczekiwania odnośnie do zachowania młodych ludzi uwzględniają ich możliwości.
Niech dzieci mają szansę rozwinąć kompetencje społeczne, zadawać pytania, kwestionować coś, wyrażać swoje zdanie, nie zgadzać się.Zapewne nierzadko boimy się oceny i komentarzy na temat tego, jak wychowujemy własne dzieci.
Warto jednak mieć świadomość, że zawsze jesteśmy oceniani, niezależnie od tego, co zrobimy, jak na dane zachowanie dziecka zareagujemy.
Dla nas, rodziców, troska o własne dobro i dobro dziecka powinna być najważniejsza, oczywiście przy jednoczesnym zachowaniu szacunku wobec innych oraz poszanowaniu ich granic.
Zaufajmy własnym decyzjom.
Pamiętajmy, że nie musimy wszystkiego wiedzieć.
Wychowanie to ciągłe szukanie odpowiedzi na rozmaite pytania: dlaczego dziecko tak się zachowało?
Co może mu pomóc?
Co może pomóc mnie, żebym reagowała inaczej?
Co ważne – nie trzeba znać odpowiedzi na te pytania natychmiast.
Gdy nachodzą nas wątpliwości, wspierająca może okazać się rozmowa z kimś, kto wysłucha.Chcę, by książka ta ukazała wychowanie jako fascynujący proces odkrywania dziecka i siebie jako rodzica lub jako dorosłego w relacji z dzieckiem.
Celem nie jest zwycięstwo którejś ze stron, bo nie o wygraną tu chodzi.
Nie ma tutaj miejsca na manipulację, karanie i pokazywanie, gdzie jest czyjeś miejsce.
Wychowanie to proces słuchania siebie nawzajem, mówienia o swoich potrzebach i wątpliwościach.
Oczywiste jest zatem, że nie da się wprowadzić szybkich rozwiązań, na wszystko potrzeba czasu.Chciałabym podkreślić, że koncepcja, którą pragnę przybliżyć, nie ma nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem, z wychowaniem bez zasad.
Z tym, że dziecko wszystko może, a rodzic nie ma nic do powiedzenia.
Jednocześnie jest całkowitym zanegowaniem wychowania poprzez klapsy, krzyk czy kary.
Te zachowania dają dorosłemu iluzję kontroli i poczucie, że panuje nad sytuacją.
Zareagował, nie podszedł do sprawy obojętnie, gołym okiem widać, że coś robi, że wychowuje, nie pozwala sobie wejść na głowę – takie reakcje dorosłego są...
dla dorosłego.
Dziecko nie wynosi z nich dużo, a jeśli nawet, to niekoniecznie to, co byśmy chcieli.Wychowanie w szacunku do dziecka jest mniej spektakularne, ciche, czasem niedostrzegalne z boku.
Dlatego niekiedy możemy usłyszeć, że nic nie robimy i pozwalamy dziecku na wszystko.
Nie ma to jednak nic wspólnego z prawdą, bo jako rodzice reagujemy: obecnością, gdy dziecko przeżywa złość czy smutek; zatrzymaniem jakiegoś zachowania stanowczym komunikatem, ale bez zbędnego moralizowania; spokojnym opisaniem tego, co się wydarzyło, co chcemy, by dziecko zrobiło.
Ale skupiamy się w tym wszystkim na działaniu, a nie krytykowaniu.
Czas i obecność to najlepsze, co możemy dać dziecku w trudnej sytuacji.Spotykam się z opiniami, że takie podejście jest szkodliwe, bo nie przygotowuje dziecka do „prawdziwego życia”, a potem młody człowiek zderzy się z przykrą rzeczywistością.
Doświadczając trudnych sytuacji, wcale nie stajemy się bardziej zahartowani, zwłaszcza dotyczy to małego dziecka, które nie ma wewnętrznej siły, by im stawić czoła.
Jeśli pamiętamy o granicach swoich i dziecka, to nie da się kochać za bardzo czy też obdarzać miłością, która krzywdzi i rozpieszcza.
Nie można zaszkodzić dziecku szczęśliwym dzieciństwem.
Nie da się przygotować kogoś na dorosłość przez narażanie na trudne sytuacje.
To wcale nie sprawi, że będzie mu łatwiej.
Przemoc fizyczna i psychiczna wyrządza realną krzywdę dziecku, i to na całe życie.Rodzicielstwo jest podróżą, w czasie której doświadczamy momentów zachwytu, ale i gubimy się, zbaczając z trasy.
Czujemy radość, lecz także mamy chwile zwątpienia, zmęczenia, smutku czy złości.
Cieszymy się, że wybraliśmy się na tę wyprawę, ale są też sytuacje, które powodują, że chcielibyśmy zawrócić.
Dlatego tak ważne jest to, by zaopiekować się również swoimi emocjami – to konieczne, jeśli chcemy być wsparciem dla rozwijającego się młodego człowieka.
Każdy rozdział tej książki rozpoczyna się krótkim opowiadaniem.
Nie są to opowieści o konkretnym dziecku, choć wielu mogłoby się w nich odnaleźć.
Mają one skłonić do refleksji na temat tego, co tak naprawdę chcemy mówić naszym dzieciom, czego mają się od nas nauczyć.
Moim zamierzeniem było, aby te krótkie historie pomogły w uświadomieniu sobie znaczenia słów kierowanych do dzieci i tego, jakie mogą wywołać skutki.
Czy naszymi komunikatami pomagamy dziecku zrozumieć świat i siebie samych, czy wpajamy im fałszywe przekonania i przyklejamy im krzywdzące etykiety?
Czy nasze słowa pomagają wychować samoświadomych i silnych dorosłych?
Czy mają na celu karcić i trzymać na wodzy dziecięcy temperament?Ostatnią część książki stanowią przykłady alternatywnych, wspierających komunikatów, które możemy kierować do dziecka.
Potraktujmy tę cześć jako słownik, który „tłumaczy” określenia o negatywnym zabarwieniu – „grzeczny”, „maminsynek”, „niemiły” – na język pozytywny, empatyczny, pełen szacunku.
O AutorceAutorka książek dla dzieci, pisząca również z myślą o rodzicach.
W swojej twórczości czerpie z wiedzy psychologicznej, pedagogicznej oraz wieloletniego doświadczenia w pracy z dziećmi.
Pokazuje, jak wielką moc mają słowa kierowane do najmłodszych i jak wpływają na kształtowanie sposobu, w jaki dzieci zaczynają postrzegać siebie i otaczający je świat.
Prywatnie mama dwóch synów, zakochana w przyrodzie i rodzinnych wędrówkach.
Marta Koźlak proponuje nowoczesne spojrzenie na rodzicielstwo, oparte na szacunku, empatii i bezwarunkowej miłości, rezygnując przy tym z tradycyjnych metod opartych na karach, nagrodach czy manipulacji.