Porównanie cen
Już nie boli
Producent: Ha!art | ID: 72102377
23,25 PLN
Oferta sklepu
ID72102377
MarkaHa!art
DostępnośćTak
Stan-
Cena23,25 PLN
Cena promocyjna-
Typ produktuE-BOOKI,Poezja
Kolor-
Wzór-
Grupa wiekowa-
MPN-
GTIN-
[BLURBY]Oto ciało, oto słowo.
Poeta rozgaszcza się w polszczyźnie z rozmachem.
Jest w tym zarazem doskonałe opanowanie języka, jak i interesująco realizowane przesunięcia w nim.
Futurystyczna praca w słowie służy nie tylko eksperymentowi, służy czuciu.
Ta książka ćwiczy wyobraźnię, jest też jak tafla wody w głębokiej studni, w której lustro można wpatrywać się bez końca, a rzucone w głąb słowo – echem – wraca, wraca, wraca.Małgorzata Lebda*** Kiedy świat zidiocieje do reszty, Zawadski chwyci nas za bary i wrzaśnie na całe gardło: kochajmy się jak wariaci, teraz i zawsze, na wojnie i kiedy nie boli.Marcin Gaczkowski*** Granice czekają, aż się je przekroczy.
Nie tylko te między państwami, ale i wszystkie inne, językowe i ludzkie też.
I Jurij Zawadski te granice przekracza, wchodzi do języka polskiego z zewnątrz, pozdrawiając Aleksandra Wata, przedostaje się przez wszystkie możliwe szczeliny, a potem rozciąga ten język od środka, eksploatuje składnię i funduje nam powtórzenia rodem ze starożytnych eposów przy akompaniamencie niepokojącej melodii, gęstej jak melasa, jak mantra.Agata Puwalska
Poeta rozgaszcza się w polszczyźnie z rozmachem.
Jest w tym zarazem doskonałe opanowanie języka, jak i interesująco realizowane przesunięcia w nim.
Futurystyczna praca w słowie służy nie tylko eksperymentowi, służy czuciu.
Ta książka ćwiczy wyobraźnię, jest też jak tafla wody w głębokiej studni, w której lustro można wpatrywać się bez końca, a rzucone w głąb słowo – echem – wraca, wraca, wraca.Małgorzata Lebda*** Kiedy świat zidiocieje do reszty, Zawadski chwyci nas za bary i wrzaśnie na całe gardło: kochajmy się jak wariaci, teraz i zawsze, na wojnie i kiedy nie boli.Marcin Gaczkowski*** Granice czekają, aż się je przekroczy.
Nie tylko te między państwami, ale i wszystkie inne, językowe i ludzkie też.
I Jurij Zawadski te granice przekracza, wchodzi do języka polskiego z zewnątrz, pozdrawiając Aleksandra Wata, przedostaje się przez wszystkie możliwe szczeliny, a potem rozciąga ten język od środka, eksploatuje składnię i funduje nam powtórzenia rodem ze starożytnych eposów przy akompaniamencie niepokojącej melodii, gęstej jak melasa, jak mantra.Agata Puwalska