Porównanie cen
Wspomnienia policjanta z getta warszawskiego
Producent: Centrum Badań nad Zagładą Żydów | ID: 72101793
21,88 PLN
Oferta sklepu
ID72101793
MarkaCentrum Badań nad Zagładą Żydów
DostępnośćTak
Stan-
Cena21,88 PLN
Cena promocyjna-
Typ produktuE-BOOKI,Edukacja
Kolor-
Wzór-
Grupa wiekowa-
MPN-
GTIN-
Stanisław Gombiński, policjant w warszawskim getcie, zatrudniony w Kierownictwie Służby Porządkowej, spisał swoje wspomnienia po opuszczeniu zamkniętej dzielnicy, ukrywając się po tzw.
aryjskiej stronie.
Pierwsza część wspomnień poświęcona jest historii getta oraz nastrojom i odczuciom jego mieszkańców od chwili utworzenia dzielnicy aż do powstania w getcie w kwietniu 1943.
W części drugiej Gombiński poddaje ocenie sposób funkcjonowania gettowych instytucji, zwłaszcza Rady Żydowskiej i Służby Porządkowej, dokładnie charakteryzując najważniejszych urzędników dzielnicy.Wrażliwość na nastroje społeczne i umiejętność wsłuchania się w „głos ulicy” z jednej strony, a wgląd „od środka” w działanie najważniejszych instytucji getta powodują, że autor łączy dwie perspektywy: obserwatora i uczestnika, co stanowi o walorze jego książki.
Gombiński, który spędził w getcie 27 miesięcy i czynnie uczestniczył w organizacji żydowskiej policji, nasyca swój tekst wnikliwymi obserwacjami natury socjologicznej i psychologicznej.
Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta to ważny dokument świadka, który tuż po opisywanych wydarzeniach stara się zrozumieć to, co przeżył.
[...] Wypędzony z mieszkania dr Michał Brandstätter, były dyrektor szkoły średniej w Łodzi, przez czas getta – kierownik personalny Żytosu, staje na chodniku, w letnim palcie, narzuconym na koszulę i boso.
Do żołnierza, który go sprowadził, mówi najczystszą niemczyzną – nie darmo było się wychowankiem Uniwersytetu Lwowskiego i Wiedeńskiego i znanym germanistą – że jest chory na tyfus, że nie chce znosić jeszcze dodatkowych męczarni.
Jeżeli nie może zostać w domu, chce zginąć od razu.
Osiemnastoletni może chłopak w mundurze, uśmiechnięty, znany w getcie z ostatnich miesięcy jako dobry i wesoły kompan niejednego Żyda (wyjątkowo) kiwa głową, z uśmiechem doń mówi, by stanął na jezdni w szeregu, z uśmiechem zachodzi od tyłu, wyjmuje rewolwer i oddaje strzał w potylicę, w nasadę czaszki.
Ten strzał w zupełności wystarcza, to, co do niedawna było doktorem Brandstätterem, wali się na oczach jego żony na bruk.
A młody żołnierz z uśmiechem repetuje broń, chowa ją do kabury i mówi do swych towarzyszy: „Das war eigentlich ein Gnadenschuss, nicht wahr?”
aryjskiej stronie.
Pierwsza część wspomnień poświęcona jest historii getta oraz nastrojom i odczuciom jego mieszkańców od chwili utworzenia dzielnicy aż do powstania w getcie w kwietniu 1943.
W części drugiej Gombiński poddaje ocenie sposób funkcjonowania gettowych instytucji, zwłaszcza Rady Żydowskiej i Służby Porządkowej, dokładnie charakteryzując najważniejszych urzędników dzielnicy.Wrażliwość na nastroje społeczne i umiejętność wsłuchania się w „głos ulicy” z jednej strony, a wgląd „od środka” w działanie najważniejszych instytucji getta powodują, że autor łączy dwie perspektywy: obserwatora i uczestnika, co stanowi o walorze jego książki.
Gombiński, który spędził w getcie 27 miesięcy i czynnie uczestniczył w organizacji żydowskiej policji, nasyca swój tekst wnikliwymi obserwacjami natury socjologicznej i psychologicznej.
Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta to ważny dokument świadka, który tuż po opisywanych wydarzeniach stara się zrozumieć to, co przeżył.
[...] Wypędzony z mieszkania dr Michał Brandstätter, były dyrektor szkoły średniej w Łodzi, przez czas getta – kierownik personalny Żytosu, staje na chodniku, w letnim palcie, narzuconym na koszulę i boso.
Do żołnierza, który go sprowadził, mówi najczystszą niemczyzną – nie darmo było się wychowankiem Uniwersytetu Lwowskiego i Wiedeńskiego i znanym germanistą – że jest chory na tyfus, że nie chce znosić jeszcze dodatkowych męczarni.
Jeżeli nie może zostać w domu, chce zginąć od razu.
Osiemnastoletni może chłopak w mundurze, uśmiechnięty, znany w getcie z ostatnich miesięcy jako dobry i wesoły kompan niejednego Żyda (wyjątkowo) kiwa głową, z uśmiechem doń mówi, by stanął na jezdni w szeregu, z uśmiechem zachodzi od tyłu, wyjmuje rewolwer i oddaje strzał w potylicę, w nasadę czaszki.
Ten strzał w zupełności wystarcza, to, co do niedawna było doktorem Brandstätterem, wali się na oczach jego żony na bruk.
A młody żołnierz z uśmiechem repetuje broń, chowa ją do kabury i mówi do swych towarzyszy: „Das war eigentlich ein Gnadenschuss, nicht wahr?”