Porównanie cen
Kamień podróżny
Producent: FORMA | ID: 72101788
21,38 PLN
Oferta sklepu
ID72101788
MarkaFORMA
DostępnośćTak
Stan-
Cena21,38 PLN
Cena promocyjna-
Typ produktuE-BOOKI,Proza
Kolor-
Wzór-
Grupa wiekowa-
MPN-
GTIN-
Różne bywają kamienie, są polne, przydrożne.
A niektóre nawet węgielne.
Ale żeby tak kamień miał być podróżny?
To dość niecodzienny przypadek.
Bo niby jak miałby podróżować – owszem, może i jako jakiś talizman, taki całkiem niewielki, w dłoni ściskany, na drogę do pociągu bylejakiego, do tego na szczęście zielony...
Ale przecież to nie taki rodzaj kamienia – ten tytułowy jest na to za ciężki, zbyt wielki, nie do ruszenia nawet przez rwący nurt górskiej Nysy, w który został niegdyś siłami natury wrzucony.
Na takim to można conajwyżej stanąć lub spróbować posiedzieć, i to ostrożnie, bo mokry bywa i śliski, a zimą lodem pod śniegiem całkiem opatulony.
I pewnie nawet najstarsi kuracjusze z Długopola Zdroju nigdy dotąd nie widzieli, aby mógł się przesunąć choćby o jeden centymetr.
Chciaż gdyby tak popatrzeć, jak rozpryskuje wartką wodę i niestrudzenie dzieli ją odkosami, gdyby tak na chwilę zmrużyć oczy niczym mały chłopiec wyglądający przygody, to przecież mogłoby się zdawać, że to nie woda ale kamień właśnie płynie, dziarsko całkiem i nawet pod prąd, jakby w górę rzeki...Świat małych ojczyzn, oglądany dziecięcymi oczyma, bywa wielki i fascynujący – jak u Hrabala w "Takiej pięknej żałobie", albo w "Śmierci pięknych saren" Oty Pavla.
Odbija się w nim własnym echem każda zapamiętana historia, wiekopomna albo śmiechu warta.
Ta z mikroskali, dotycząca jedynie własnej rodziny, jak i ta druga, pisana z wielkiej litery, przechodząca do podręczników – ale tłumaczona własną miarą.
Lub odrysowywana ćwiczoną dopiero kreską na pierwszych rysunkach, wypróbowywana przy konstruowanych modelach, układana w kolekcjach pocztowych znaczków.
Mityczna kraina dzieciństwa, pełna chłopięcych drak, obyczajowych smaczków z epoki i „humoru zeszytów” to przy tym ani idylla, ani eutopia.
Bo choć zaludniają ją prócz bliskich i przyjaciół figury charakterystyczne, a niekiedy wręcz i osobistości o których dopiero w przyszłości będziemy się uczyć, to naznaczona jest jakimś podskórnym, powojennym niepokojem.
Dziecięcy barometr zawsze bezbłędnie wychwyci wszystkie dorosłe lęki, każdą najbardziej nawet maskowaną niepewność i niedopowiedziany dramat.
Dlatego co stronę natkniemy się tutaj na ślady zabużańskich wysiedleń, echa tragedii wołyńskiej, kresowych resentymentów polsko-ukraińskich, niejasnych AK-owskich zaszłości, żmudnego oswajania ziem ponoć odzyskanych – z bandą werwolfu w tle, sowieckimi żołdakami i przymusowym sąsiedztwem rodziny niemieckich dotychczasowych gospodarzy, przyszłych Wypędzonych.Wojciech Eichelberger opisał kiedyś teorię „pakowania plecaka” – symbolicznego wyposażania każdego dziecka przez rodzinę w bagaż, do poniesienia na całą dalszą drogę.
Według niej mniej więcej do 6 roku życia ładujemy naszym dzieciom wszystko to, co dobre i potrzebne, ale i niestety także i przygniatające lub wręcz nie do uniesienia niekiedy.
Dawne drewniane statki dla zachowania stateczności na wodzie wyposażano niegdyś także właśnie w kamienny balast.
Dziś w stoczniach nikt nie używa już kamieni, a słowo balast częściej oznacza zbędny ciężar, którego należałoby się szybko pozbyć.
Właściwie dobrany kamień może jednak nie tyle ciążyć, co dać odpowiednią wyporność na resztę życia – zwłaszcza taki dobrze opowiedziany.Mateusz Szczeciński
A niektóre nawet węgielne.
Ale żeby tak kamień miał być podróżny?
To dość niecodzienny przypadek.
Bo niby jak miałby podróżować – owszem, może i jako jakiś talizman, taki całkiem niewielki, w dłoni ściskany, na drogę do pociągu bylejakiego, do tego na szczęście zielony...
Ale przecież to nie taki rodzaj kamienia – ten tytułowy jest na to za ciężki, zbyt wielki, nie do ruszenia nawet przez rwący nurt górskiej Nysy, w który został niegdyś siłami natury wrzucony.
Na takim to można conajwyżej stanąć lub spróbować posiedzieć, i to ostrożnie, bo mokry bywa i śliski, a zimą lodem pod śniegiem całkiem opatulony.
I pewnie nawet najstarsi kuracjusze z Długopola Zdroju nigdy dotąd nie widzieli, aby mógł się przesunąć choćby o jeden centymetr.
Chciaż gdyby tak popatrzeć, jak rozpryskuje wartką wodę i niestrudzenie dzieli ją odkosami, gdyby tak na chwilę zmrużyć oczy niczym mały chłopiec wyglądający przygody, to przecież mogłoby się zdawać, że to nie woda ale kamień właśnie płynie, dziarsko całkiem i nawet pod prąd, jakby w górę rzeki...Świat małych ojczyzn, oglądany dziecięcymi oczyma, bywa wielki i fascynujący – jak u Hrabala w "Takiej pięknej żałobie", albo w "Śmierci pięknych saren" Oty Pavla.
Odbija się w nim własnym echem każda zapamiętana historia, wiekopomna albo śmiechu warta.
Ta z mikroskali, dotycząca jedynie własnej rodziny, jak i ta druga, pisana z wielkiej litery, przechodząca do podręczników – ale tłumaczona własną miarą.
Lub odrysowywana ćwiczoną dopiero kreską na pierwszych rysunkach, wypróbowywana przy konstruowanych modelach, układana w kolekcjach pocztowych znaczków.
Mityczna kraina dzieciństwa, pełna chłopięcych drak, obyczajowych smaczków z epoki i „humoru zeszytów” to przy tym ani idylla, ani eutopia.
Bo choć zaludniają ją prócz bliskich i przyjaciół figury charakterystyczne, a niekiedy wręcz i osobistości o których dopiero w przyszłości będziemy się uczyć, to naznaczona jest jakimś podskórnym, powojennym niepokojem.
Dziecięcy barometr zawsze bezbłędnie wychwyci wszystkie dorosłe lęki, każdą najbardziej nawet maskowaną niepewność i niedopowiedziany dramat.
Dlatego co stronę natkniemy się tutaj na ślady zabużańskich wysiedleń, echa tragedii wołyńskiej, kresowych resentymentów polsko-ukraińskich, niejasnych AK-owskich zaszłości, żmudnego oswajania ziem ponoć odzyskanych – z bandą werwolfu w tle, sowieckimi żołdakami i przymusowym sąsiedztwem rodziny niemieckich dotychczasowych gospodarzy, przyszłych Wypędzonych.Wojciech Eichelberger opisał kiedyś teorię „pakowania plecaka” – symbolicznego wyposażania każdego dziecka przez rodzinę w bagaż, do poniesienia na całą dalszą drogę.
Według niej mniej więcej do 6 roku życia ładujemy naszym dzieciom wszystko to, co dobre i potrzebne, ale i niestety także i przygniatające lub wręcz nie do uniesienia niekiedy.
Dawne drewniane statki dla zachowania stateczności na wodzie wyposażano niegdyś także właśnie w kamienny balast.
Dziś w stoczniach nikt nie używa już kamieni, a słowo balast częściej oznacza zbędny ciężar, którego należałoby się szybko pozbyć.
Właściwie dobrany kamień może jednak nie tyle ciążyć, co dać odpowiednią wyporność na resztę życia – zwłaszcza taki dobrze opowiedziany.Mateusz Szczeciński